sobota, 28 lutego 2009

goscie, goscie i zima czterolecia :P











Od niedzieli 22 lutego do wczoraj - piatek 27 lutego mialam gosci: Magde i Asie - moje kochane psiapsioly z tarnowskiej lawy :) tydzein minal pod znakiem intensywnych wycieczek i spacerow po Budapeszcie oraz pod znakiem intensywnych opadow sniegu na Wegrzech...nie zapomnijmy jednak dodac ze byly tez dni pelne slonca, ktore zreszta caly czas bylo obecne w naszych serduchach :)
Dziewczynki DZIEKUJE!!! :*

piątek, 20 lutego 2009

hajolj bele a hajamba...

video

Nézz mélyen a szemembe

Tedd a kezed a farzsebembe
Hajolj bele a hajamba
Dúdold bele, hogy labamba

czwartek, 19 lutego 2009

paczki a raczej ich brak

Wszyscy dzisiaj pewnie opychali sie pysznymi paczkami, oponkami, faworkami itp a w tym dziwnym kraju nawet normalnego paczka nie mozna bylo znalezc, w koncu po wielu trudach udalo mi sie zdobyc jednego paczka "belgijskiego" made in Spar, ktory wcale nie byl z ciasta paczkowego i byl polany czekolada a potem Zsolt kupil paczki made in Tesco, oczywiscie nadziane moim "ulubionym" dzemem morelowym, bo tu tylko takie robia :(
Ach, jakze bym zjadla duzego paczka z piekarni u Buczka nadziewanego roza, polanego lukrem i posypanego skorka pomaranczowa, ach!!!

środa, 18 lutego 2009

popołudnie w akademiku

Dzis pisze z komputera, ktory znajduje sie na dole w akademiku i jest do tzw. powszechnego uzytku mieszkancow :) postanowilam nie naduzywac az tak bardzo goscinnosci moich wspollokatorek i dlatego przeprowadzilam sie na dol :)
Dzis kilka refleksji z ostatnich dni...mielismy pierwsze zajecia, dzis wegierski, ktory wydaje sie byc w porzadku, tym bardziej ze prowadzi go pelna entuzjazmu pani ktora jak na swoj wiek bardzo dobrze sie trzyma :P odwiedzilismy tez dwa wyklady z literatury (jak przystalo na pilnych studentow), ktore sa nadobowiazkowe, ale czego sie nie robi dla wyrwania sie do miasta :) dzisiejszy wyklad byl bardzo fajny-zamierzamy chodzic :) wczorajszy juz mniej-raczej (upewnimy sie po nastepnym razie) nie zamierzamy chodzic...jutro zajecia z ukochanym (przeze mnie i nie tylko) Szilárdem no i w przyszlym tygodniu ma ruszyc jeszcze kilka innych kursow wiec byc moze powoli jakos sie wszystko rozkreci... :)
Tak poza tym to zaczelo wszystko topniec w Budapeszcie, dzis swiecilo cudowne slonce i naprawde bylo przyjemnie, tyle ze pod nogami mokro mokro mokro :( zapowiadaja jeszcze jakies umiarkowane mrozy, no zobaczymy jak sie potoczy ta pozna wegierska zima.
Dzis postanowilam tez napisac kilka slow o samym akademiku, bo przyznam szczerze ze nie pamietam czy juz cos opisywalam czy nie :) zycie akademikowe kwitnie, dzis ma byc impreza na pietrze w celu integracji mieszkancow w nowym semestrze :) a potem na dole w bufecie (mamy tzw büfé w akademiku) impreza z dj (hehehe).
Jesli wogole chodzi o zaplecze uslugowe w akademiku to jest satysfakcjonujace. Jest stolowka (nie mialam jeszcze okazji zagladnac gdyz nie wyglada az tak bardzo zachecajaco, zarowno menu jak i ceny), jest tzw parkettás czyli sala w ktorej odbywaja sie rozne treningi, zajecia itp, na przyklad moja wspollokatorka uczy tanca towarzyskiego, odbywaja sie treningi kung fu i jeszcze jakiejs innej sztuki walki, ktorej nazwy zapomnialam :) dzis nasza Hania (hungarystka z Krk) prowadzi zajecia z tanca bolywoodzkiego, jest aerobik, mozna pograc w ping ponga, pilkarzyki, bilard :) oczywiscie w bufecie dostepny jest alkohol, piwko i fröccse (czyli winko z woda sodowa albo jakims sokiem :) mniami) co srode jest jakas wieksza impreza a tak poza tym to tutejszy samorzad (tak tak jest aktywnie dzialajacy samorzad) ciagle wymysla jakies akcje, imprezy itp. Tak wiec dzieje sie dzieje :)
Na koniec dzisiejszego posta mala refleksja z mojego i Macka powrotu do akademika. Dzis w autobusie, ktorym jechalismy okazalo sie, ze dla malych dzieciaczkow, kochanych, zreszta, a nie jak to Maciek powiedzial "malych troli", jestesmy juz "néni" i "bácsi" czyli czyms w stylu "ciocia i wujaszkiem" (jak sami stwierdzilismy te dwa zwroty sa nieprzetlumaczalne i byc moze tylko to oddaje humor sytuacji, jesli nie, przepraszam za moja nieudolnosc w tlumaczeniu :P), bo tak sie o nas wypowiedziala pani przedszkolanka, zwracajac sie do dzieci :(
Jak widac czlowiek sie juz starzeje w widocznym stopniu i powinnismy sie ustatkowac, dlatego powaznie rozwazymy nasz ewentualny udzial w dzisiejszej imprezie...ahoj

poniedziałek, 16 lutego 2009

Kraków rulezzz !!!!

Wyniki z testu okreslajacego poziom umiejetnosci jezykowych "obcych" studentow na ELTE potwierdzily wyzszosc Krakowa nad Warszawa i Poznaniem :) jestesmy w najwyzszej grupie :) ku chwale KFW UJ!!! :P

Zima w Gyuli



W ubiegly piatek zima zawitala do Gyuli, przyznam szczerze, ze sama juz nie pamietam kiedy ostatnio widzialam tu taki snieg :) w sobote wybralismy sie z Zsoltem na spacer w celu upamietnienia tej fantastycznej pogody, jaka zapanowala na kilka dni w miescie...po drodze spotkalismy Márti, ktora wlasnie wracala z cukierni z tortem na 9 urodziny jej synka Daniego :)




środa, 11 lutego 2009

poranne refleksje

Dzien dobry, dzisiejszy dzien zaczynam od nowego wpisu. Jestem sama w pokoju, niedawno wstalam i zaczynam sie zastanawiac co tu dzisiaj zrobic :) wczoraj odwiedzilam uniwersytet i wszystkie biblioteki godne zapisania sie, a reszte dnia poswiecilam slodkiemu lenistwu :) dzis natomiast bede musiala cos wymyslec, bo nie chce spedzic calego dnia w akademiku, test mamy dopiero jutro a potem na wieczor jade do Gyuli, bo w piatek studniowka w Zsolta szkole... pogoda za oknem w porzadku, choc przyznam, ze wczoraj niezle nas nastraszyla, bo pod wieczor spadlo duzo sniegu-wiosna wciaz odmawia pozostania na dobre.
Natomiast akademiki sa przegrzewane a my z Réka zawiazalysmy tymczasowy sojusz przeciwko Kriszti, ktora, nawiasem mowiac, to jest przemila i bardzo uczynna, ale jest zmarzlakiem. Nam jest ciagle goraco i musimy miec prawie caly czas uchylone okno, bo inaczej to sie nie da wytrzymac, Kriszti za to ciagle by to okno zamykala. Wojna jest na razie prowadzona metoda podjazdowa, mam nadzieje, ze uda sie nam zwyciezyc, o kolejnych etapach bede informowac na blogu :)
Zostalam poproszona o autoryzacje co poniektorych wypowiedzi moich towarzyszy doli i niedoli :) tak wiec jesli bede tu zapisywac jakies cudze zlote mysli to na pewno znajdzie sie obok nich autor :) narazie nic ciekawego nie powiedzieli a nawet jesli powiedzieli to zapomnialam co :P
A tak wogole to niesamowicie fajna sprawa jak ludziom sie chce czytac to co ja tutaj wypisuje, doniesiono mi na przyklad, ze co poniektorzy, ktorzy nie maja aktualnie dostepu do neta prosza przyjaciol o odczytywanie mojego bloga przez telefon :D no to sie nazywa poswiecenie :) dziekuje!!!
Tak sobie wymyslilam ze sprobuje dzis porobic kilka zdjec na zewnatrz wiec moze pod wieczor cos zamieszcze :) no to chyba tyle na teraz, pozdrawiam wszystkich goraca, piszcie co u Was :)

poniedziałek, 9 lutego 2009

akademikowe wrazenia

Od dwoch dni mieszkam w akademiku na koncu swiata, a raczej na koncu Budapesztu za piekna, malownicza dzielnica o nazwie Budafok, slynnaca ze wspanialych winnic - mhhmmm - kolejny punkt do zaliczenia. Akademik jest w porzadku, tzn. nie to co moje krakowskie metry kwadratowe z komorka i Harrym na portierni, ale generalnie da sie wytrzymac (co widac na zalaczonych fotkach)...Zdjec kuchni i prysznicom nie robilam...z wiadomych wzgledow :)
Wspollokatorki sa ok, dzieki nim mam jakikolwiek kontakt ze swiatem - teraz tez korzystam z laptopa jednej z nich - dziewczyna ma na imie Réka, studiuje prawo i jest 6 lat mlodsza ode mnie (oj, ja stara klempa), ale w porzadku, bardzo mila i interesuje sie filmem, wiec jest o czym pogadac :) a w przyszlym tygodniu wybiera sie na wycieczke z chlopakiem do....Krakowa :) swiat jest maly...Panie portierki nie dorownuja co prawda Harremu, ale Kriszti (moja druga wspollokatorka) ma z nimi jakies dobre uklady, wiec moze nie bedzie z nimi problemow.
Akademik i jego otoczenie sa wrecz "samowystarczalne". Na przeciwko miesci sie ogromne centrum handlowe o nazwie Campona z Tesco, kinem, poczta, bankami, tysiacem sklepow i innych punktow uslugowych, oraz, uwaga!!! oceanarium z prawdziwymi rekinami, plaszczkami itp :) tuz za rogiem jest tez 24-godz McDonald's wiec tak naprawde po co komu jakas tam Buda ze starym zamkiem i kosciolem Macieja lub po co komu jakis tam Peszt z Parlamentem i Placem Bohaterow... ? generalnie studentom mieszkajacym w tutejszym akademiku przyswieca zasada: dzien bez odwiedzin Campony jest dniem straconym :)
Poniedzialek uplynal mi pod znakiem kolejnych zalatwien, wizyt w niezliczonych ilosciach biur, urzedow itp, wyrobilismy sobie wegierskie nipy, kazdy ma juz bilet miesieczny itp :) w czwartek piszemy test, ktory ma nas - obcych - podzielic na poziomy i grupy, wiec dopiero w przyszlym tygodniu tak naprawde dowiemy sie na jakie zajecia i kiedy mamy chodzic. A do tego czasu bede chciala poznac to miasto blizej, niekoniecznie tylko od tej turystycznej strony :) efekty mojego "poznawania" zamieszcze oczywiscie na blogu :)
Aha, ciesze sie ze tak wielu z Was pozytywnie odebralo te moje wypociny :) dziekuje za zainteresowanie i zapraszam na wiecej :) i jeszcze jedno, przepraszam za pisanie bez polskich znakow, ale w tym laptopie nie mozna ustawic jezyka polskiego, tak wiec musimy sie bez tego obejsc...no i na zakonczenie, byc moza dla co poniektorych mily akcent :P dzis padal snieg w Bp, wiec jak na razie, nie ma wiosny, chociaz wczoraj widzialam pierwsze przebisniegi :):):)
no to tyle na dzisiaj, ide do Tesco :P

pierwsze zdjecia z mojego pokoju









a oto kilka fotek zrobionych w niedzielne przedpoludnie w moim pokoju - warunki jak widac nie najgorsze a najwazniejsze to to, ze Misiu jest :) udalo mi sie tez przyłapac jedna z moich wspollokatorek - Kriszti - studentka historii i archiwistyki

czwartek, 5 lutego 2009

Wiosna w Gyuli

Szybciutko donoszę, że dziś koło godz. 15 w Gyuli było 15 stopni na plusie oczywiście!!!! wiosna??!!

Aha, za tydzień ukaże najnowsza płyta Kiscsillag „Örökre…” :D


Kiscsillag - új lemez bemutatója


Dobranoc

Środa w Budapeszcie

Dzień był długi: 6.59 pociąg z Gyuli do Budapesztu z przesiadką w Békéscsabie. Budapeszt mokry, szary, ale mimo wszystko magiczny na swój sposób… Parasolka mi się złamała już przy Keletim (Dworzec Wschodni Bp-u) a deszcz siąpił przez cały dzień. Najpierw szybkie zdjęcie legitymacyjne w pobliskim salonie (moje pierwsze oficjalne w kręconych włosach :)), następnie spacer do Ambasady RP i kilkanaście minut spędzonych na terenie Rzeczypospolitej. Potem miła pani w kasie na Bajza utca(dzięki niej zaoszczędziłam 160 Ft) i podróż moim ukochanym kis földalattim (pierwsza linia metra w Europie-Londyn to nie Europa :P ).
Wizyta na ELTE przy Múzeum krt. 4 i anegdotka pana Balacziego Sándora o jego wrażeniach po telefonicznej wymianie zdań z panią Magdą z sekretariatu. Nasza rozmowa tak go wciągnęła, że aż postanowił odprowadzić mnie pod same drzwi wyjściowe z głównego budynku. Być może poszedłby jeszcze dalej, ale deszcz go przestraszył…
Kolejną atrakcją była godzinna podróż do akademika, który, jak już większości wiadomo, znajduje się przy zachodnio-południowej granicy miasta po stronie budziańskiej. Na miejscu przywitały mnie przemiłe panie portierki (dwie!!), a na moje pytanie, gdzie znajduje się administracja odpowiedziały z równie przemiłym uśmiechem, że właśnie jest przerwa obiadowa i muszę zaczekać, aż panie skończą jeść (tipikus, czyż nie :) ). Cała procedura zakwaterowania przebiegła bez zakłóceń. Dostałam pokój na dziewiątym piętrze z dwoma Węgierkami z V i III roku, te z wydziału humanistycznego, poszłam je pooglądać, była ta starsza Kriszta. Jak na początek wydała się miła, choć nie ukrywała że lepiej im było we dwie z koleżanką, no zobaczymy…
Podróż do centrum była tak samo długa jak podróż z centrum. Po dotarciu poszłam do tzw. kwestury, gdzie po odczekaniu 38 osób w kolejce otrzymałam moją legitymację studencką i w ten sposób za bilet do Bp-u zapłaciłam 3000 Ft a z Bp-u już tylko 1500 :). Z tanim biletem w ręku i kawą z McDonald’sa (wczoraj stwierdziłam, że jednak lubię globalizację, gdyż ta kawa i hamburger smakuje w każdym McDonald’sie tak samo na całym świecie) wsiadłam do pociągu i na 20 dojechałam do Gyuli - potwornie zmęczona, ale zadowolona, bo przecież udało mi się pokonać węgierską biurokrację.
Dziś natomiast szczęścia miałam mniej, bo pani w banku (zakładałam konto) po półgodzinnym wypełnianiu dokumentów, rejestracji itp. zorientowała się, że Joanna to nie moje nazwisko a imię, mimo że jej o tym napomykałam kilka razy…no ale człowiek nie może mieć wszystkiego… ;)

poniedziałkowe polsko-węgierskie klimaty u Imiego


Előétel/Przystawka: gołąbek mamusi w sosie pomidorowym z torebki i na dobre smaki żołądkowa gorzka z miętą
Leves/Zupa: barszcz ukrai
ński mojej roboty sowicie zakrapiany białym winem (oczywiście made in HU)
Főétel/Danie główne: nadziewana kapusta (töltött káposzta) Imiego + wino po raz drugi
a na dobre trawienie: kieliszeczek Unicum :)
kolacja: wy
śmienita,
stan zdrowia następnego dnia: zaskakuj
ąco dobry :)
polecam!!!

na początek słów kilka...

Mówią, do trzech razy sztuka...właśnie w niedzielę rozpoczął się mój trzeci raz na węgierskiej ziemi, tym razem w Budapeszcie.
Wielu ju
ż od dawna wspominało, że powinnam pisać bloga, bo tak prościej niż wysylać maile, zdjęcia itp. No zobaczymy, co z tego wyjdzie...nigdy nie miałam w zwyczaju pisać pamiętnika, więc od razu, z góry proszę, wybaczcie mi wszelkie braki, niesystematyczność itd. :) no to chyba tyle tytułem wstępu...ENJOY!!!!